Cofnij

Cofnij

Manifesto

Robię tylko rzeczy, w które wierzę. I tylko z ludźmi, którym zależy na tym samym.

Robię tylko rzeczy, w które wierzę. I tylko z ludźmi, którym zależy na tym samym.

Przez lata nauczyłem się jednego — kiedy działasz w zgodzie ze sobą i swoją prawdą, widać to w każdym kadrze. Kiedy udajesz, widać to też.


Pekin, 1997. Analogowa Yashica. Pierwsze zdjęcia, które coś znaczyły. Wcześniej — babciny ogród, BBC na kablówce i jedzenie, które się jadło, a nie tylko oglądało. Potem restauracje, kuchnie, szefowie kuchni. I ludzie z historiami w oczach.

Fotografuję jedzenie i ludzi. Ale tak naprawdę fotografuję jedno: prawdę.


Jedzenie, które trafia do kadru — można zjeść. Człowieka, którego fotografuję, nie proszę żeby się uśmiechnął. Aparat stoi na statywie, ja patrzę mu w oczy — nie chowam się za obiektywem. Rozmawiam, żartuję, nawiązuję kontakt. Uśmiech przychodzi sam, bo mięśnie twarzy nie kłamią.


Nie studio, nie białe tło — człowiek w swoim miejscu, z własną historią w kadrze.


Lata pracy w wydawnictwach nauczyły mnie czegoś, czego większość fotografów nie wie — zdjęcie nie żyje w próżni. Żyje w menu, na plakacie, w magazynie, w social mediach. Dlatego kiedy fotografuję, myślę już o finalnym projekcie. Kadrowanie, przestrzeń na tekst, światło.


Każde zdjęcie jest gotowe do użycia od pierwszego dnia.


Przed naciśnięciem spustu wstrzymuję oddech. Jak biatlonista przed strzałem. Bo dobry kadr — tak jak dobry strzał — wymaga ciszy i skupienia.

Rób swoje. Rób to dobrze. Rób to szczerze.


Jeśli to czujesz — porozmawiajmy.

Przez lata nauczyłem się jednego — kiedy działasz w zgodzie ze sobą i swoją prawdą, widać to w każdym kadrze. Kiedy udajesz, widać to też.


Pekin, 1997. Analogowa Yashica. Pierwsze zdjęcia, które coś znaczyły. Wcześniej — babciny ogród, BBC na kablówce i jedzenie, które się jadło, a nie tylko oglądało. Potem restauracje, kuchnie, szefowie kuchni. I ludzie z historiami w oczach.

Fotografuję jedzenie i ludzi. Ale tak naprawdę fotografuję jedno: prawdę.


Jedzenie, które trafia do kadru — można zjeść. Człowieka, którego fotografuję, nie proszę żeby się uśmiechnął. Aparat stoi na statywie, ja patrzę mu w oczy — nie chowam się za obiektywem. Rozmawiam, żartuję, nawiązuję kontakt. Uśmiech przychodzi sam, bo mięśnie twarzy nie kłamią.


Nie studio, nie białe tło — człowiek w swoim miejscu, z własną historią w kadrze.


Lata pracy w wydawnictwach nauczyły mnie czegoś, czego większość fotografów nie wie — zdjęcie nie żyje w próżni. Żyje w menu, na plakacie, w magazynie, w social mediach. Dlatego kiedy fotografuję, myślę już o finalnym projekcie. Kadrowanie, przestrzeń na tekst, światło. Każde zdjęcie jest gotowe do użycia od pierwszego dnia.


Przed naciśnięciem spustu wstrzymuję oddech. Jak biatlonista przed strzałem. Bo dobry kadr — tak jak dobry strzał — wymaga ciszy i skupienia.

Rób swoje. Rób to dobrze. Rób to szczerze.


Jeśli to czujesz — porozmawiajmy.

Przez lata nauczyłem się jednego — kiedy działasz w zgodzie ze sobą i swoją prawdą, widać to w każdym kadrze. Kiedy udajesz, widać to też.


Pekin, 1997. Analogowa Yashica. Pierwsze zdjęcia, które coś znaczyły. Wcześniej — babciny ogród, BBC na kablówce i jedzenie, które się jadło, a nie tylko oglądało. Potem restauracje, kuchnie, szefowie kuchni. I ludzie z historiami w oczach.

Fotografuję jedzenie i ludzi. Ale tak naprawdę fotografuję jedno: prawdę.


Jedzenie, które trafia do kadru — można zjeść. Człowieka, którego fotografuję, nie proszę żeby się uśmiechnął. Aparat stoi na statywie, ja patrzę mu w oczy — nie chowam się za obiektywem. Rozmawiam, żartuję, nawiązuję kontakt. Uśmiech przychodzi sam, bo mięśnie twarzy nie kłamią.


Nie studio, nie białe tło — człowiek w swoim miejscu, z własną historią w kadrze.


Lata pracy w wydawnictwach nauczyły mnie czegoś, czego większość fotografów nie wie — zdjęcie nie żyje w próżni. Żyje w menu, na plakacie, w magazynie, w social mediach. Dlatego kiedy fotografuję, myślę już o finalnym projekcie. Kadrowanie, przestrzeń na tekst, światło. Każde zdjęcie jest gotowe do użycia od pierwszego dnia.


Przed naciśnięciem spustu wstrzymuję oddech. Jak biatlonista przed strzałem. Bo dobry kadr — tak jak dobry strzał — wymaga ciszy i skupienia.

Rób swoje. Rób to dobrze. Rób to szczerze.


Jeśli to czujesz — porozmawiajmy.